·

W oczekiwaniu na wiosnę, która nie nadchodzi – jak poprawić sobie humor kiedy w kwietniu pada śnieg

Wychodząc z lotniska w drodze powrotnej z in-cosmetics powitał mnie śnieg na chodniku i chłód, który przeszywał aż do kości. Chociaż zakwitła już forsycja i dni stają się dłuższe, zima wciąż nie chce odpuścić. Wiem, że wiele z Was – podobnie jak ja – czuje już zmęczenie tym przeciągającym się przedwiośniem i coraz silniejsze pragnienie prawdziwej wiosny.

W tym czasie, gdy brakuje ciepła, energii i sezonowych warzyw (niestety te zielone szparagi w Biedronce były z Meksyku), potrzebujemy przede wszystkim… Być dla siebie wyrozumiałym. Dlatego zebrałam wszystko to, co pozwalało mi ostatnio odrobinę zmniejszyć presję narzucaną samej sobie, spojrzeć na codzienne czynności z innej perspektywy i wspomóc mój organizm w tym intensywnym czasie przed targami.

Myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i poczuje się zaopiekowany na każdym poziomie, poczynając od błahych przyjemności takich jak pielęgnacja, kończąc na tych bardziej wyrafinowanych, jak choćby wartościowy podcast.

Jak przetrwać ten kapryśny początek wiosny? Oto kilka moich sposobów.

Produkty przedstawione we wpisie są prezentem od marki Bioelements.

„Gotowanie jest niczym chemia, ale możemy oblizywać przyrządy” – kiedy okazuje się, że projektowanie receptur kosmetycznych jest trochę jak kucharzenie

Tworzenie kosmetyków to nic innego jak sztuka łączenia składników w idealnych proporcjach, by uzyskać najlepszy efekt. Tak jak w kuchni liczy się jakość produktów, tak samo w pielęgnacji warto sięgać po sprawdzone formuły. Mam dla Was kilka polecajek, które niczym francuska kuchnia, łączą prostotę z efektywnością.

Sleepwear® Przeciwstarzeniowy krem na noc marki Bioelements jest idealnym produktem na noc dla tych, który pragną wprowadzić retinol do swojej pielęgnacji, ale mają suchą skórę i obawiają się podrażnienia. Ma gęstą konsystencję, która tym samym nie jest tłusta i ciężka. Zawartość retinolu nadaje mu lekko żółty, maślany odcień ;).

Obecność oleju Jojoba, masła Shea i dimetikonu sprawia, że produkt bardzo dobrze rozprowadza się po skórze, jest bardzo wydajny i tworzy przyjemną warstwę okluzyjną, nawet przy niewielkiej ilości. Świetnie regeneruje skórę w tych wietrznych dniach.

Water (Aqua, Eau), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Dimethicone, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Cetyl Esters Wax, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Seed Oil, Butylene Glycol, PEG-100 Stearate, Phytosteryl Isostearate, Palmitoyl Tetrapeptide-7Palmitoyl Tripeptide-1, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Squalane, Polysorbate 60, Ceteareth-20, RetinolCalcium PCA, Tocopherol, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Polysorbate 20, Potassium Sorbate, Carbomer, Allyl Methacrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Potassium Hydroxide, Laureth-4, Phenoxyethanol.

Patrząc na skład wiem, że to dobrze przemyślana, nieprzeładowana, receptura, która oprócz retinolu zawiera również dwa niskocząsteczkowe peptydy o działaniu przeciwstarzeniowym i sól wapnia o działaniu łagodzącym. 

Sprawdziłam ten krem również na skórze mojej mamy i (niestety dla mnie) krem bardzo przypadł jej do gustu i już nie chciała mi go oddać ;D.

Jeśli mam tu zwolenników lżejszych konsystencji to marka Bioelements posiada swoim portfolio Barrier Fix Daily Hydrator, który jest idealnym kremem nawilżającym, dobrym zarówno na dzień i na noc, oraz jako baza pod makijaż czy krem z filtrem. Jest też świetnym uzupełnieniem pielęgnacji przy retinoidach ze względu na zawartość składników odbudowujących: ceramidu NP, ceramidu AP, witaminy E i oleju konopnego. W składzie znajdziecie również łagodzącą alantoinę, d-Pantenol oraz nawilżający kwas hialuronowy i pochodną beta-glukanu.

Water (Aqua, Eau), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Tetradecane, Glycereth-26, AllantoinMagnesium Carboxymethyl Beta-GlucanCeramide NPTocopheryl Acetate (Vitamin E)Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil, Panthenol (Vitamin B5), Ceramide AP, Rosmarinyl Glucoside, Polyacrylamide, Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrolyzed Sodium Hyaluronate, Laureth-7, Tremella Fuciformis Sporocarp (Silver Ear Mushroom) Extract, Sodium Phytate, Lavandula Hybrida Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Salvia Sclarea (Clary) Oil, Santalum Album (Sandalwood) Oil, Caffeyl Glucoside, Gallyl Glucoside, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Phenoxyethanol, C13-14 Isoparaffin, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Sodium Hydroxide.

Tak naprawdę nie miałam zbyt wiele czasu, aby zadbać przed wyjazdem o skórę, ale te dwa produkty w zupełności mi wystarczyły i nie miałam żadnych problemów pomimo nieprzespanych nocy i ciągłego napięcia. 

Jak umilić sobie wychodzenie z domu, gdy temperatura wciąż bliska zero?

Dla tych, którzy lubią w drodze do pracy posłuchać podcastów, mam świetną propozycję – Cykl latynoamerykański w Raporcie o książkach Agaty Kasprolewicz. Obejmuje trzy odcinki i porusza życie oraz twórczość najwybitniejszych pisarzy Ameryki Łacińskiej. Przesłuchałam całość pracując w laboratorium i żałowałam, że odcinków jest tak mało. Podcast możecie znaleźć na platformie Spotify, ale również na tej stronie. 

„Czas na masło. Nie za dużo, ot z osiem kosteczek”, czyli comfy food dla tych, którzy potrzebują trochę wygody

Kiedy mam dużo pracy na głowie nie dorzucam sobie jeszcze więcej gotując dwudaniowy obiad. Szukam wtedy czegoś prostego i zawsze przychodzi mi do głowy croque (Francuzi nawet z kanapki potrafią zrobić finezję). Czy może być coś lepszego od grzanki smażonej na maśle? Z serem, szynką szwarcwaldzką i jajkiem sadzonym na wierzchu? Croque madame to moje ulubione szybkie danie, kiedy nie mam czasu gotować (chociaż podobno podaje się je bez szynki w środku, ale… who cares? Możecie wrzucić do środka też warzywa – jest wtedy jeszcze lepsze).

A skoro o jedzeniu mowa to bardzo polecam Wam serial „Julia”, który skradł moje serce. To niezwykle zabawna i ciepła historia amerykańskiej kucharki, prezenterki telewizyjnej i autorki jednej z najpopularniejszych książki kucharskiej „Mastering the Art of French Cooking”, która wprowadziła tajniki francuskiej kuchni w amerykańskich domach.

To właśnie Julia Child – główna bohaterka serialu, jest autorką wykorzystanych przeze mnie cytatów.

Warto wspomnieć, że Julia nie wpisywała się w ówczesne kanony urody i jak na tamte czasy dość późno wyszła za mąż – miała 34 lata, a jednak jest kobietą pełną pasji i dystansu do siebie.

Relacja Julii i jej męża Paula absolutnie mnie urzekła – pełna czułości, humoru i wzajemnego podziwu, pokazuje, jak prawdziwa miłość może wspierać i inspirować przez całe życie. Być może serial przedstawia tę historię nieco cukierkowo, ale ich partnerstwo i wiara Paula w żonę, dodaje tej historii jeszcze więcej ciepła i uroku.

Zdjęcia w tym poście wykonała Paulina Haak.

Sezon pierwszy obejrzałam jednym tchem. Sezon drugi przede mną, ale teraz już wiem, aby nie zaczynać kolejnego odcinka bez pełnego talerza ;). 

PS Zwróćcie szczególna uwagę na kuchnię Julii i Paula – niebiesko-kremowa z mnóstwem rozwieszonych patelni. Od razu przywodzi na myśl masło i chrupiącą bagietkę. 

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że początek roku to jeden z najmniej sprzyjających momentów na wyznaczanie sobie nowych celów. Krótkie dni, kapryśna pogoda i trudne do uchwycenia napięcie – jakby wszyscy czekali na zmianę, która jeszcze nie chce nadejść. Zamiast pozwolić, aby dopadła mnie presja by być bardziej produktywną, bardziej zmotywowaną, bardziej „ogarniętą”, wolę dać jeszcze chwilę odpoczynku mojemu organizmowi.

Życzę Wam spokojnego weekendu! Wypocznijcie <3

Zdjęcia w tym poście wykonała Paulina Haak.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *